wtorek, 15 kwietnia 2008

Na walizkach

Dobra, wyciągnęłam z szafy walizki. I zamiast zacząć się pakować, to siedzę i piszę. To się nazywa konsekwencja. Siedzę i oglądam zdjęcia, a walizki stoją. Sentymenty mnie naszły, ale jak mają nie nachodzić, kiedy czas pożegnań trwa, a ja pakuję rok przeżyć, doświadczeń. Życia jednym słowem, czyli wspólnych wycieczek, kaweczek (o 6 rano chociażby), szarlotek, cudownych babskich czwartków, porannego, z lekka nieprzytomnego wstawania. Wzlotów i upadków. W sensie dosłownym i w przenośni. Wszystko i wszyscy byli blisko. Szybko wszystko staram się chwycić, bo czas tych kilku ostatnich dni mija nieubłaganie. Nic już nie piszę, bo smutno mi się robi. A tak między innymi było...


cdn...

Brak komentarzy: